Monika Sztandera


Julian Eisenbart o sobie słów kilka… 

Urodziłem się w 1927 r. w Dębinach. Około 1790 roku wykarczowano tu 200 morgów lasu, zakładając folwark. Jego ostatnią dziedziczką była Piotrowska. Istniał tu mały dworek ziemski, kryty gontem. Wiosną 1883 roku Paweł Kossak z Wólki Niedzickiej, wspólnie z 14. kupcami, odkupił folwark od Piotrowskiej. Do roku 1939 posługiwano się pieczęcią, na której wyryte były dwa dęby i napis „Obszar Dworski Dębiny”.

Za wsią rozciąga się teren zwany „Marusia”. Według opowieści mojego dziadka, w roku 1648, w czasie najazdu tatarsko-kozackiego, w lesie schroniło się wiele kobiet i dzieci. Najeźdźcy nawołując „Marusia”, zwabili rozproszoną ludność, biorąc wszystkich w jasyr.

W czasach wojennych, w Dębinach istniała szkoła podstawowa, do której uczęszczałem do roku 1939. Później wywieziono mnie do Besarabii, do wsi Mały Jarosławiec. Przebywałem tam, nie pamiętam dokładnie ile, ale około 4 – 5 lat. Wracając później do mojej rodzinnej miejscowości, zastałem ją w kompletnej ruinie. Wszystko było spalone przez bandę UPA. Wraz z rodziną musieliśmy budować wszystko od nowa.

Ciekawość może budzić moje nazwisko – Eisenbart. Mam czeskie korzenie. Mój dziadek pochodził z Czech, a do Polski przyjechał w celu podjęcia pracy. Był drwalem. Zamieszkał on w Piaskach, niedaleko Lipska. Ożenił się w Jędrzejówce i tam też zamieszkał. Miał syna, który ożenił się z Józefą Wołczyk i razem zamieszkali w Dębinach.

***

Za mojej pamięci, śluby i wesela w czasie przedwojennym, wyglądały zupełnie inaczej. Przed samym ślubem odbywały się zapowiedzi, a jeszcze wcześniej zaloty. Pamiętam jak młody wchodził do domu swojej przyszłej żony wraz z całą rodziną, albo tylko z ojcem, aby „targować się” o kobietę. Dochodziło w ten czas do wielkich kłótni. Musieli oni ustalić między sobą, co dają w zamian za młodą. Najczęściej były to pieniądze, majątek, pola czy oferty remontu budynków. Była to forma ugody – jaki młoda posiada majątek i jaki weźmie ze sobą, gdy opuści dom.

Z tego co pamiętam intercyzę młoda z młodym podpisywali po weselu i ślubie. Była to najczęściej forma kontraktu na pole. Młoda musiała mieć zapisane pole na siebie.

Bardzo dobrze pamiętam, jak byłem na jednym weselu, chyba zaraz po wojnie. Wesele to odbyło się zupełnie inaczej niż teraz. Do ślubu młoda para jechała końmi, spokojnie i powoli, natomiast już po uroczystości kościelnej, śpieszono się na wesele - jechano tak szybko, że wozy pełne ludzi, często przewracały się do rowów. Była to swego rodzaju atrakcja.

Pamiętam jak na weselu się bili. Zawdy popili sobie i mieli jakieś zadzierki. Wesele odbyło się w domu. Było bardzo liczne. Zwykle na weselach bywało od 80. do 150. osób, lecz to zależało od stopnia zamożności gospodarza. Do stołu zasiadaliśmy na trzy razy, bo wszyscy się nie zmieścili. Przy stole zasiedli najpierw starsi, a dopiero później młodzież i dzieci, w tym ja. Tańczono w stodole, która była w opłakanym stanie, lecz nie było miejsca w domu. Przed domem stało około 40 – 50 furmanek.

Atrakcją były przydany, odbywały się podczas wesela. Był to czas, kiedy młoda wybierała się ze swoim majątkiem do młodego. Widziałem jak przewozili kufry, odzież, skrzynie, do których ładowano majątek. Wiano młodej przekazał ojciec. Było to płótno i obrazy. Przydany wyruszały po 3 – 4 godzinach z domu, po weselu i gościach.

Zapamiętałem też śmieszną sytuację z pewnego wesela, a konkretnie, podczas gdy odbywały się przydany. Był to rodzaj skeczu albo kabaretu. Ktoś przebrał się za pannę młodą, ale w stare i podarte szmaty - szła ona do rodziców pana młodego, żalić się im i uciekać od nich. Miało to oznaczać, że z nimi nie zamieszka. Wracała do rodziców panny młodej płacząc i krzycząc.

Spowiedź młodych odbywała się dzień przed ślubem, zaś w błogosławieństwie uczestniczyli tylko rodzice pary młodej. Odbyło się w domu. Wyglądało w ten sposób, że młodzi kłaniali się rodzicom, całowali po rękach i modlili się. W tym czasie grała orkiestra. Zrazu pamiętam, że na orkiestrę składały się skrzypki i bęben. Dopiero później pojawił się klarnet, kornet i harmonia. Najczęściej kapela liczyła 5 osób.

Pamiętam zwyczaj, iż zapraszano na wesele całą wieś. Robiono to ustnie, bez żadnych zaproszeń. Młody chodził po wsi i zapraszał swoich gości, wraz ze starszym drużbą, a młoda z drużką.

Stroje pary młodej były podobne do współczesnych. Młody przeważnie ubrany był w garnitur, wraz z długą, białą kokardą na piersi. Młoda natomiast w białą sukienkę, które w tamtych czasach były różnej długości. Podobnie zresztą jak welony. Pamiętam jak jako mały chłopiec, dowiedziawszy się o weselu, siedząc na ławce przed domem, widziałem jak uboższe rodziny noszą białe sukienki przez wieś. Istniał zwyczaj, że pożyczano je sobie, gdyż nie wszystkich było na nie stać.

W dzień ślubu przyjechał młody, aby odebrać przyszłą żonę. Stanął przed wejściem czekając na młodą, która miała po niego wyjść. Orkiestra grała marsza weselnego. Weszli razem do domu na błogosławieństwo. Nie było w tamtym czasie żadnego targowania się o młodą za alkohol. Nie było też żadnych zastawek (bram), w czasie powrotu ze ślubu czy drogi do kościoła. Gdy już się zdarzały, dochodziło często do bójek, a tego chcieli uniknąć.

Msza ślubna nie odbiegała niczym od współczesnej, jednak to czy ksiądz wygłosi kazanie, czy nie, zależało od rodziny, a konkretnie od jej bogactwa i wpływów na wsi. Nabożeństwo trwało przeważnie 1,5 h. Ksiądz stawiał bardzo wysoką cenę za udzielenie ślubu, ci których na to nie było stać, musieli się z nim targować.

Wesele było podzielone na dwie części. Odbyło się w domu u pana młodego i panny młodej. Pierwsza część miała miejsce akurat u panny młodej, z tego co pamiętam, bo odbywała się u tej osoby, która opuszcza dom rodzinny. Przyjęcie weselne skończyło się wraz z zachodem słońca.

W ciągu tygodnia wracano do swoich codziennych zajęć, czyli przeważnie do pracy na roli. Za tydzień od wesela odbywały się poprawiny.

 


Drukuj

Find the latest bookmaker offers available across all uk gambling sites - Bets.Zone - UK Gambling Websites Use our complete list of trusted and reputable operators to see at a glance the best casino, poker, sport and bingo bonuses available online.

  • Zachęcamy do finansowego wsparcia działań naszego stowarzyszenia. Twoja darowizna pomoże nam w realizacji projektów i działań, które prowadzimy.

    Możesz udzielić nam wsparcia dokonując bezpośredniej wpłaty na konto bankowe stowarzyszenia lub ustalając stałe zlecenie zapłaty.


    Konto bankowe stowarzyszenia:
    Bank Spółdzielczy w Jarosławiu o. Wiązownica
    17 9096 1014 2002 1401 2017 0001

    Stowarzyszenie Promocji i Rozwoju "Młody Mołodycz"
    Mołodycz 35, 37-523 Radawa
    W tytule przelewu prosimy wpisać “Darowizna na cele statutowe

  • Chcemy, aby te wyjątkowe obrazy przeszłości stały się własnością wspólną zwłaszcza dla społeczności Ziemi Jarosławskiej. Pliki ze znakiem wodnym można bezpłatnie pobierać ze strony, umieszczać je we własnych archiwach, kopiować, przesyłać dalej, pod warunkiem wskazania autora i pochodzenia zbiorów.
    Wszystkie materiały udostępnione w Wirtualnej Izbie Pamięci dostępne są na licencji CC Uznanie autorstwa – Użycie niekomercyjne – Na tych samych warunkach 3.0 Polska (CC BY-NC-SA 3.0 PL). Utwory zależne powstałe w oparciu o wykorzystane materiały muszą być rozpowszechniane na tych samych warunkach.

    W przypadku zgłoszenia zapotrzebowania na wybrane pliki, istnieje możliwość uzyskania kopii cyfrowych, bez znaków wodnych, nadających się do druku. Warunki komercyjnego wykorzystanie zamieszczonych materiałów ustalane będą indywidualnie pocztą elektroniczną: poczta@molodycz.pl lub telefonicznie: +48 793 577 794.

  • Adres do korespondencji:
    Stowarzyszenie Promocji i Rozwoju "Młody Mołodycz"
    Mołodycz 35, 37-523 Radawa

    Tel.: +48 793 577 794
    E-mail: poczta@molodycz.pl
    Strona www stowarzyszenia: www.molodycz.pl

    KRS: 0000292895
    REGON: 180285490
    NIP: 792 22 02 023

    Inne projekty stowarzyszania:
    www.liderzy.molodycz.pl
    www.kalendarz.izbapamieci.org.pl